w dżungli oczekiwań innych, norm społecznych i poprawnych zachowań, by przeżyć trzeba się bronić albo co najmniej mieć na sobie mocną zbroję. nieadaptacyjna głuchota ujawniająca się jedynie w sytuacjach określanych jako "powinnaś/ należy/ wypada" wspierana jest też przez moją pozbawioną hamulców podświadomości. obrazowo mówiąc, to co Freud przedstawiał jako górę lodową nieświadomości, ma u mnie formę odwróconą: przedświadomość swobodnie smaruje sobie kanapki masłem, a nieświadomość planuje weekendy i wieczory.
na szczęście mam jeszcze szczątkowe mechanizmy obronne, które za każdym razem, gdy tylko je zauważę, wzbudzają we mnie dziki zachwyt. entuzjazm, który wywołują, podobny jest do radości dziecka oglądającego sztuczne ognie: ładne to takie i takie nierzeczywiste. takie na przykład wyparcie: sen, w którym śni mi się sen, w którym rozmawiam o tym, co na jawie uznałam (emocjonalnie i intuicyjnie, niezupełnie logicznie) jako nielubiane przeze mnie miejsce między wódką a zakąską. sny w snach. ten chyba zlekceważę.